Co się chwalisz? Czyli Prawo Jante w praktyce

Dodaj komentarz

24/02/2018 - autor: mittnorge

Så flink du er! Ile razy w ten sposób chwaliłam moje podopieczne, gdy coś namalowały czy wygrały mecz piłki ręcznej. Ile razy pochwaliłam wieczorną kreację hostki. Ile razy wyrwało mi się zwykłe „wow!”. Przeważnie reakcja była taka, że zastanawiałam się czy przypadkiem nie popełniłam jakiegoś faux pas. Miałam wrażenie, że powiedzenie komplementu było jakby nie na miejscu. Najgorzej jak sama się czymś pochwaliłam, czy to jakimś sukcesem z przeszłości, czy to tym, że udało mi się porozmawiać po norwesku w sklepie obuwniczym. Oprócz wzruszania ramionami czy jakiegoś tam mruknięcia zdarzało mi się usłyszeć „No i co z tego?”. Wtedy w głowie leciały mi wersy pewnego wierszyka… „Patrzcie! Mam sukienkę w prążki, granatowe piękne wstążki. A wy nie! Patrzcie (…)Tak się chwali, tak się chlubi, nikt w przedszkolu jej nie lubi. Tak się chwali, jak najęta! Czemu? Bo jest chwalipięta!” I zaraz oblewał mnie rumieniec. No bo co się chwalisz?!

Tyle, że ja wierzę, że pochwały w rozsądnej dawce są potrzebne, w szczególności dzieciakom. Kiedy taki maluch machnie jakąś bazgrołkę i da to mamie, to przecież chce usłyszeć, że jest wow. Wtedy poczuje się jak mały Picasso i z czasem z bazgrół zrobią się ładne rysunki. I te jego małe dzieła zdobią dom. Zresztą to się też tyczy dorosłych, najzwyczajniej w świecie fajnie jest czasem usłyszeć coś miłego, choćby nawet to, że zupa cebulowa była smaczna. Komplementy dodają otuchy i wiary w siebie, chce się dalej nad czymś tam pracować, dążyć do doskonałości.

Mieszkam w Skandynawii, która słynie z tolerancji i równości społecznej. Także z tego, że Skandynawowie zdają się mówić „wszyscy jesteśmy tacy sami, więc się nie wychylaj bo cię kosiarka skosi”. Mentalność skandynawska wpisuje się w Janteloven (Prawo Jante), nieoficjalny kodeks moralny stworzony przez pisarza duńskiego pochodzenia, Aksel’a Sandemose. W swojej książce En flyktning krysser sitt spor (1933 r.), przedstawia przykazania, według których żyją fikcyjni mieszkańcy małego duńskiego miasteczka. A brzmią one tak:

  1. Du skal ikke tro at du er noe.

Nie sądź, że jesteś kimś.

2. Du skal ikke tro at du er like så meget som oss.

Nie sądź, że nam dorównujesz.

3. Du skal ikke tro du er klokere enn oss.

Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.

4. Du skal ikke innbille deg du er bedre enn oss.

Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.

5. Du skal ikke tro du vet mere enn oss.

Nie sądź, że wiesz więcej, niż my.

6. Du skal ikke tro du er mere enn oss.

Nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my.

7. Du skal ikke tro at du duger til noe.

Nie sądź, że jesteś wystarczająco dobry.

8. Du skal ikke le av oss.

Nie śmiej się z nas.

9. Du skal ikke tro at noen bryr seg om deg.

Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.

10. Du skal ikke tro at du kan lære oss noe.

Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

11. Du tror kanskje ikke at jeg vet noe om deg?

Myślisz, że nic o Tobie nie wiem?

Trochę przerażające co? Sandemose starał się zawrzeć w owych punktach charakterystykę skandynawskiego społeczeństwa. Z kodeksu możemy wyczytać, że cechuje ich brak ambicji, szarość, jednakowość, widać również jakiego bzika mają na punkcie równości społecznej. Owe przykazania są widoczne w życiu codziennym współczesnej Skandynawii. Piszę o Skandynawii, gdyż metafora Janteloven najbardziej chyba kojarzona w Norwegii, znana jest w Danii pod tą samą nazwą, w Finlandii (Jante laken) oraz w Szwecji (jako Jantelagen, o czym pisała Monika na swoim blogu polkawszwecji).

Na szybko nasunęło mi się pytanie co z Islandią, która przecież też jest krajem skandynawskim. Ale Kraina Lodu jest gdzieś na skraju mapy Europy, więc musi się trochę różnić od państw Skandynawii kontynentalnej. Pamiętam jak Eric Weiner w swojej świetnej książce „Geografia szczęścia” pisał, że Islandczycy ubóstwiają swój język, są cholernie kreatywni i non stop coś tworzą, gorąco się nawzajem wspierając i stale sobie dopingując. To tak w dużym skrócie. Jeśli rzeczywiście każdy coś tam pisze, maluje, gra i tańczy, to nie może być taki sam jak inni. Albo może jest taki sam jak inni, bo tworzy i jest niepowtarzalny 😀 No nie wiem, podróż na Islandię jest w planach, nie dane mi było poznać żadnego Islandczyka, więc mogę co najwyżej sobie spekulować co tam jest na rzeczy z tym Prawem Jante. A swoją drogą muzykę to mają boską (Ólafur Arnalds, Múm, Sigur Rós…).

No ale wróćmy na kontynent. Przykazania Prawa Jante są oczywiście jaskrawe i nie ma co brać je dosłownie, ani przed wyjazdem do Skandynawii uczyć się ich na pamięć niczym 10 Przykazań Bożych. Jednak zawartą w nich ideę można by podsumować mniej więcej tak: „Nie jesteś nikim nadzwyczajnym. Nie wywyższaj się nad innymi, bo nie jesteś od nich lepszy”. Zadzieranie nosa jest potępiane zaś skromność to fundamentalna cnota. Łatwiej żyć w takiej Norwegii, gdy bierze się pod uwagę to, że taka już jest mentalność Skandynawów.

Widoczne jest to w ich życiu codziennym. W Norwegii zarobki jak i w ogóle dane osobowe każdego obywatela są jawne i dostępne w Internecie. Wystarczy wpisać imię i nazwisko interesującej nas osoby i wiemy o niej wszystko: ile zarobiła w zeszłym roku, gdzie mieszka, jaki ma numer telefonu. Czyli można by rzec, każdy wie o sobie wszystko. Jest to dla imigrantów (w tym mnie) dosyć szokujące, ale sami Norwegowie uważają, że jedynym minusem jest to, że potencjalny złodziej wie gdzie uderzać. Nawiasem mówiąc wydaje mi się, że szpanowanie bogactwem jest ogólnie źle widziane. Wspomniana potrzeba nie wyróżniania się w kontekście np. wyglądu czy ubioru wydaje mi się nieco przesadzona, bo oczywiste jest, że każdy jest inny. Chociaż za każdym razem bawi mnie widok truchtających Norwegów w praktycznie takich samych strojach sportowych :D. Z innej półki, dzieciaki w podstawówce nie mają ocen, a jedynie coś w rodzaju „podsumowania”. A to po to, by nie było podziału na gorszych i lepszych. Pani od norweskiego mówiła nam też, że idąc na urodziny do kolegi/koleżanki, dzieciak może mu kupić prezent za maksymalnie 100 koron i ani korony więcej (u mnie jest tak, że dają w kopercie). W ten sposób nikt się nie wywyższa ani nie czuje się zobowiązany by się zrewanżować. Oczywiście piszę o przykładach, które znam z bliskiego otoczenia i z życia codziennego, co niekoniecznie musi być regułą.

Prawo Jante interpretowane jako plus może mieć takie przesłanie: „Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa i tak samo wartościowi, bez względu na religię, kolor skóry, płeć czy orientację”. Patrząc na to z drugiej strony możemy je odczytać mniej więcej tak: „Nie jesteś nikim wyjątkowym. Nie myśl sobie, że jesteś od nas lepszy, bądź przeciętny i anonimowy”. W tym kontekście skoro masz się nie wyróżniać to brak ci ambicji i do niczego nie dojdziesz. Najgorzej więc mają ci, którzy są w jakiś szczególny sposób utalentowani, szybciej przyswajają wiedzę, pięknie rysują czy są geniuszami matematycznymi. Bo zaraz odstają od reszty, może więc im grozić ostracyzm. Nie mówię, że tak nie jest w innych krajach, taki dajmy na to Pawełek ma same szóstki to zaraz koledzy krzyczą, że kujon i nudziarz, a nie uzdolniony. Tyle, że biorąc pod uwagę co tu słyszę, to taki dajmy na to Bjørn może nawet zostać upomniany przez nauczyciela, że inne dzieci czują się gorsze bo ten za dużo się zgłasza. Bjørn od małego ma wpojone, że nie powinien się wyróżniać ani niczym chwalić. A dostrzegam jednak jakąś różnicę pomiędzy przechwalaniem się a chwaleniem się. Co innego szpanować przed kolegami najnowszym aj padem a co innego powiedzieć, że wygrało się konkurs historyczny. Nie widzę nic złego w mówieniu o swoich sukcesach, chociaż nie raz sprawia mi to trudność. A tutaj tym większą, gdyż wtedy są to już przechwałki 😀

Jednak, jak twierdzi mój host, Jenteloven powoli traci na znaczeniu. Norwegowie są coraz bogatsi i mają coraz większe potrzeby konsumenckie. Mają swoją hytte w górach, łajbę na przystani, niezłą chatę, dobry samochód (raczej więcej niż jeden), na swoich pociechach nie oszczędzają- i gdzie ta skromność? Host mój mówił też o sporych wpływie upadku autorytetu kościelnego. Luterańskie świątynie świecą pustkami, lud poszedł na shopping. Oczywiście nie w niedzielę, gdyż wtedy świątynie konsumpcjonizmu są pozamykane.

Mimo to zrozumienie tubylców w kontekście omawianego kodeksu pozwala lepiej ich zrozumieć i uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Dlatego już nie powiem więcej że śliczny rysunek ani że świetnie dobrana torebka do butów. Żartuję, nie umiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: